

Monika Gorzelak
„Dziennik Teatralny Katowice”
W "Hamlecie" Keresztesa jest gęsto – spektakl kipi od obrazów, emocji i znaczeń. To prawdziwa uczta. I bezmiar doznań - Keresztes, jak Szekspir, wyłamuje czas akcji w stawie. "Hamlet" wylewa się na widownię, za kulisy, do foyer i pod skórę. I truje żartem – Tanatos i Eros są kochankami u Węgra
Keresztes zaczyna od końca. Rolnicki wpada na scenę, zastyga w bezruchu – i choć słowa cisną mu się na usta – nie wypowiada żadnej kwestii. „Reszta jest milczeniem,” dopowiadamy bezgłośnie. Usłyszymy to – z ust Rolnickiego – raz jeszcze, ale w ostatnim akcie, przed śmiercią Hamleta. Jak widać, czas u Keresztesa płynie w różnych kierunkach. I zapętla się. Koniec przechodzi w początek, tragedia w komedię, a błazen w kopigroba. […] Ewidentnie, Keresztes ma nadal w pamięci „Iwonę…” – Gombrowicz wychodzi porami „Hamleta.”[…] Ale Gombrowicz to nie jedyny filtr, przez który Keresztes przepuszcza Szekspira. […] Trudno się oprzeć wrażeniu, że inspiracją dla Keresztesa jest w „Hamlecie” teatr Wschodu, a zwłaszcza No, z jego wyrafinowaniem i elegancją w ruchu. I odczuwalną pustką – długimi pauzami między dźwiękami, ruchami i obrazami. Jak w scenie modlitwy, gdy Przybył (w roli Klaudiusza) tkwi, z rozłożonymi rękami – w akcie poddania czy desperacji – nieruchomo i bezgłośnie, przez długie, długie minuty, starając się poruszyć własnym sumieniem. Ten interwał to jeden z najmocniejszych punktów spektaklu. Jest namacalny. Wewnętrzną pustkę, której nie potrafi wypełnić ani Przybył ani "bóg", do którego się modli, po prostu się czuje. I z tego Keresztes robi „Hamleta.” Rolnicki nie musi już – parafrazując Szekspira – „jak kurwa obnażać serca w słowach.”* To, co niewypowiedziane i niewidzialne jest bardziej wymowne. Jak czas. I jego upływ. […] Keresztes naciąga „Hamleta” "aż do pęknięcia cięciwy". Nic nie jest tu dopowiedziane – abstrakcyjne czy konkretne, rzeczywiste czy fikcyjne, istniejące lub nie. Wszystko – niedookreślone. Pozornie puste, w istocie – głębokie.„Hamlet is dead,” czytamy na koszulce Rolnickiego – w świetle reflektorów skierowanych na nas. To my, tu i teraz, wypełniamy tę pustkę. Nie ma teatru bez życia. Ani „być” bez „nie być.” „Hamlet” Keresztesa to cztery godziny z życia. 
Łukasz Gamrot
„Co jest grane”
"Hamlet", w fenomenalnym wykonaniu aktorów i słuchaczy studium Teatru Śląskiego, zachwyca. Po prostu i dosłownie. Misternie i pieczołowicie zaaranżowana scenografia elektryzuje od samego początku. Sadzawka z krwią, podest wchodzący w głąb widowni, wielkie wentylatory w tle i dwa ekrany, na których wyświetlają się twarze widzów - to pierwsze wrażenie, które można zlokalizować między zaciekawieniem, a zaniepokojeniem. Kolejne minuty, przekonują o tym, że to dopiero początek genialnego spektaklu, a prawie czterogodzinna dawka emocji i wrażeń, zaaplikowana przez Michała Rolnickiego (Hamlet), Annę Kadulską (Gertruda) czy Grzegorza Przybyła (Claudiusa) autentycznie oszałamia. […]"Hamlet" zasługuje na miano wielkiego dzieła. Reżyserowi i aktorom udaje się "powiedzieć wszystko", a nawet kilka zdań więcej. Spektakl wydobyła z aktorów to, co najlepsze - autentyczność czy zaangażowanie. Spektakl wbija się w nas jak drzazga i długo nie daje spokoju, a tego w moim odczuciu powinniśmy oczekiwać od sztuki. Jedna z najlepszych propozycji Teatru Śląskiego, obok której nie można przejść obojętnie. Porywający, zaskakujący, obrazoburczy. "Hamlet" - stanowczo trzeba "być".
Zdjęcia: Lisiak.pl