
Niewątpliwa przyjemność spotkania z Andrzejem Franaszkiem, które miało miejsce w audytorium Miejskiej Biblioteki Publicznej w Jaworznie, nie była również całkowicie wolna od podobnych, ambiwalentnych wrażeń. Oczywiście tegoroczny laureat Nagrody im. Kościelskich, wieloletni redaktor „Tygodnika Powszechnego” doskonale potrafił opanować wspomniane wcześniej demony. Barwnie i błyskotliwie opowiadał o swoim najnowszym dziele, co rusz okraszając swoją wypowiedź dowcipnymi anegdotami. Nie unikał i trudnych tematów. Gdy mówił wprost o najciemniejszych zakamarkach duszy bohatera swojej opowieści, o jego sekretach i o kontrowersjach związanych z jego postacią, wszyscy zgromadzeni wyczuwali szczerą troskę o zachowanie emocjonalnego dystansu. Nie oceniać życia Miłosza, ale podjąć trudną próbę zrozumienia jego dorobku, jego literackiej i pozaliterackiej spuścizny – oto czysto ludzki wymiar napisanej przez Franaszka biografii. Monumentalnego dzieła, które już dziś – niewątpliwie zasłużenie – zostało docenione przez krytyków i czytelników.
Możemy chyba bez większych obaw zaryzykować stwierdzenie, że najnowsza książka krakowskiego redaktora stanie się tegorocznym bestsellerem wydawniczym. Biografia wielkiego Polaka, którego literacką miarę wyznaczać mogą tylko największe nazwiska jak Kochanowski czy Mickiewicz. Biografia barwna i kontrowersyjna. Biografia współczesna, żywa w pamięci nawet młodego pokolenia. I w końcu, biografia doskonale napisana, wciągająca do ostatniej strony, biografia niezwykle mądra – ludzka. Oto atuty, które sprawiają, że naprawdę trudno przecenić wartość tej książki. I to są też powody, dla których obcowanie z Andrzejem Franaszkiem i słuchanie jego opowieści miało wymiar wtajemniczania w istotę życia. Istotę, której poszukiwał sam Miłosz, i której w Miłoszu poszukiwał sam Franaszek.
Czym zatem różnił się w środowe popołudnie autor biografii Miłosza od Andrzeja Franaszka siedzącego przed jaworznicką, młodą publicznością? Autor poznany podczas lektury nie pytał o wiek swojego czytelnika. Natomiast Andrzej Franaszek poznany w bibliotece zarezerwował twórczość Miłosza dla „dojrzałego” odbiorcy. Ciężar poezji autora Trzech zim, jej filozoficzne, metafizyczne skomplikowanie, bijąca z głębi tej poezji ciemność – oto bariera, której zdaniem Andrzeja Franaszka młody czytelnik nie jest w stanie przekroczyć. Czy młodzi czytelnicy popisujący się w środowe popołudnie za oknami miejskiej biblioteki swoimi wyczynowymi umiejętnościami jazdy na rowerze mogliby zrozumieć pytania, na które odpowiedzi poszukiwał Miłosz? Czy w głębi ich młodych dusz sączyło się już kiedyś źródło egzystencjalnego zwątpienia i rozpaczy? A co działo się w głębi dusz czytelników, którzy siedzieli po drugiej stronie bibliotecznego okna – tych, którzy przyszli na spotkanie autorskie?
Nie wiem, kto może to wiedzieć. Wiem za to, że mrocznej otchłani życia czającej się pod płaszczykiem powierzchniowej prostoty wierszy Miłosza można w jakiś niezrozumiały sposób dotknąć.
Jeśli się tylko potrafi.